Testuję szczęśliwe garnki!

Szczęśliwe garnki

Szczęśliwe mogą być dni, momenty i chwile. Szczęśliwe mogą być też wspomnienia.

Ale garnki? Szczęśliwe? Postanowiłam to sprawdzić!

Beata Pawlikowska – znana pisarka, podróżniczka, dziennikarka, prowadząca audycję „Świat według Blondynki” w radiu Zet, niedawno wydała serię książek kulinarnych pod tytułem „Szczęśliwe garnki”. Postanowiłam je przetestować:) Najpierw przejrzałam kilka książek z tej serii. Czytając przepisy, kilka rzeczy od razu zwróciło moją uwagę:

  • Po pierwsze, Beata Pawlikowska proponuje gotowanie zgodnie z filozofią pięciu przemian czyli dodawanie poszczególnych grup produktów według określonej kolejności
  • Po drugie, prawie nie używa soli, jako przyprawa króluje za to liść laurowy i ziele angielskie
  • Po trzecie, Beata Pawlikowska podaje wyłącznie przepisy na potrawy wegańskie i wyłącznie tzw. jednogarnkowe – wiecie, żadnego mielenia, klejenia czy bicia tłuczkiem:) składniki wrzucamy po kolei do garnka i gotujemy!
  • Po czwarte, już „na oko” potrawy wyglądały na lekkie i sycące
  • I po piąte! Od razu wiedziałam, że będzie mi odpowiadała tego typu kuchnia, bo potrawy były w stylu przypominającym także moje własne menu
lista zakupów
Lista zakupów:)

Wybrałam więc potrawy, które zamierzałam przygotować, zrobiłam listę potrzebnych składników i… na zakupy. Lista była długa. Choć Beata Pawlikowska stosuje łatwo dostępne produkty, to części z nich nie miałam w swojej kuchni. Czego brakowało? Chodziło chociażby o wspomniany liść laurowy i ziele angielskie, a także różnego rodzaju nasionka (słonecznik, dynia) czy natki (pietruszka, koperek).

kalafior z soczewicą i pomarańczami
Kalafior z soczewicą i pomarańczami

Przez kilka kolejnych dni, gotowałam w „szczęśliwych garnkach”. Jakie potrawy? Na przykład ziemniaki z czerwoną fasolą i orzechami nerkowca czy wzmacniającą kaszę jaglaną. Najbardziej smakował nam kalafior z soczewicą i pomarańczami. Potrawy, choć bardzo proste, to zaskakiwały ciekawym smakiem i nietypowymi i dodatkami, jak ta pomarańcza do… kalafiora. Znikoma ilość soli wcale nie przeszkadzała i powiedziałabym nawet, że degustując te jedzonka: apetyt rósł w miarę jedzenia! 🙂

Dania obiadowe ze „szczęśliwych garnków” są raczej lekkie, dlatego po obiedzie można „poprawić” ciasteczkami. Ciasteczka proponowane przez Beatę Pawlikowską też są… inne:) Bazą, czyli ciastem i spoiwem wszystkich ciastek są rozgniecione banany i płatki owiane. Czytając przepisy pomyślałam, że skoro wszystkie są „na bananach”, to „pewnie wszystkie smakują podobnie”. A jednak nie miałam racji! Bogactwo różnych dodatków – owoców, bakalii, orzechów i nasion – zupełnie zmieniało smak ciastek. Na przykład w przepisie na Księżycowe ciastka z Kapadocji, trzeba było dodać m. in. rozgniecione, zielone winogrona, które stanowiły bardzo ciekawy akcent smakowy. Ponieważ uwielbiam czekoladę i fistaszki, to mnie najbardziej do gustu przypadły Afrykańskie ciastka z czekoladą i orzeszkami ziemnymi🙂

Księżycowe ciastka z Kapadocji
Księżycowe ciastka z Kapadocji

Tydzień ze „Szczęśliwymi garnkami” stanowił dla mnie fajną odmianę diety. Troszkę inne smaki, inne produkty. Było lekko, zdrowo a czasem też… słodko. Więc czy garnki w których gotuje Beata Pawlikowska są naprawdę szczęśliwe? Myślę, że tak, bo poprzez kuchnię przekazuje ona także pewną filozofię życiową. Nieskomplikowane, pełnowartościowe dania sprawiają, że od gotowania odejmujemy cały „ciężar”. Na przykład przekonanie, że jak nie ma kotleta, jak nie ma dwóch dań i deseru to to nie jest obiad:)

Jedząc smaczne i wartościowe posiłki, naprawdę mamy lepszy nastrój:)

(fot. materiały prasowe i własne zasoby)

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked