Nie tylko karp! Jaką rybę wybrać na święta?

rybę

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Jak znaleźć najzdrowszą ekologiczną rybę?

Jedzenie owoców morza może być zdrowe zarówno dla ciebie, jak i dla planety – należy jednak pamiętać o kilku ważnych wskazówkach.

Wokół jedzenia ryb narosło już wiele kontrowersji. Z jednej strony mamy do czynienia z ostrzeżeniami zdrowotnymi związanymi z toksynami, takimi jak metylortęć z elektrowni węglowych i polichlorowane bifenyle (PCB) z różnych procesów przemysłowych, które to przedostają się do morskiej żywności. Poziomy metylortęci w niektórych owocach morza i dużych rybach, takich jak miecznik, wiele gatunków rekinów oraz tuńczyk żółto i błękitnopłetwy, regularnie przekraczają bezpieczny limit rtęci wynoszący 3 części na milion. Wykazano, że zarówno rtęć, jak i PCB powodują uszkodzenie układu nerwowego i mogą niekorzystnie wpływać na zdrowie serca, gdy są przez nas często spożywane.

Z drugiej strony słyszymy, że ocean został „przełowiony” – co oznacza, że łowimy więcej ryb, niż można je zastąpić poprzez naturalne rozmnażanie. Nawet ci, którzy wybierają hodowlane owoce morza zamiast dzikich w celu zachowania zasobów oceanu, mogą znaleźć się w rozterce środowiskowej. Na przykład, aby wyhodować jednego 4,5-kilogramowego łososia hodowlanego, rolnik musi nakarmić tę rybę ponad 7 kilogramami dzikiej ryby, ponieważ ryby hodowlane nie są dostępne jako pasza. Innymi słowy, hodowla ryb może doprowadzić do utraty netto dzikich ryb.

Mimo to, historia o rybach nie jest do końca tragiczna. Owoce morza są bogate w korzystne dla serca i mózgu kwasy tłuszczowe Omega-3. W porównaniu do innych mięs, takich jak wołowina, owoce morza mogą również mieć niższy ślad węglowy. Poza tym, nie wszystkie owoce morza stanowią niebezpieczeństwo dla naszego zdrowia.

Oto 5 rodzajów owoców morza, które są dobre zarówno dla ciebie, jak i dla naszej planety.

1. Dziki łosoś z Alaski

Potrzeba 1 kg dzikiego łososia, aby wyhodować pół kg łososia hodowlanego. Ogólnie rzecz biorąc, dziki łosoś z Alaski jest lepszym wyborem niż łosoś hodowlany, jeśli chcesz zachować populacje dzikich ryb.

 
2. Sum hodowlany

Gdyby każdy człowiek na świecie zjadał dwie porcje owoców morza tygodniowo, jak zaleca większość lekarzy, dziki ocean musiałby produkować trzy razy więcej ryb niż obecnie. Sztuką jest więc znalezienie gatunków ryb hodowlanych, które nie wymagają wzrostu populacji dzikich ryb. Sumy hodowane w USA karmione są przede wszystkim kukurydzą i soją, dietą podobną do paszy dla bydła. Ale ponieważ sumy (a właściwie prawie wszystkie ryby) są zimnokrwiste i nie muszą produkować tyle energii na opór grawitacji, co stworzenia lądowe, mogą znacznie wydajniej przetwarzać pokarm. Innymi słowy, hodowla suma wymaga znacznie mniej paszy niż hodowla krowy amerykańskiej. A ponieważ bydło emituje metan – główny gaz cieplarniany – w ramach procesu trawienia, ryby mają znacznie mniejszy ślad węglowy niż krowy, co sprawia, że są świetne dla naszego zdrowia.

 
3. Małże hodowlane i ostrygi
 
Małże i ostrygi nie wymagają żadnych ryb jako pokarmu. W rzeczywistości czynią wodę zdrowszym miejscem do życia dla ryb. Oto jak działa ten system: od lat nadmiar azotu z nawozów i oczyszczalni ścieków przedostaje się do środowiska morskiego. Azot działa jak nawóz i powoduje, że glony zakwitają w oceanie. Kiedy bakterie jedzą martwe glony, zużywają tlen, co może tworzyć martwe strefy ubogie w tlen, w których ryby nie mogą przeżyć. I tutaj pojawiają się małże i ostrygi, które zjadają glony i usuwają je z wody, zanim zdążą one uszkodzić przybrzeżne ekosystemy. Ponadto, małże mają kwasy omega-3 na poziomach równoważnych tuńczykowi w puszkach – bez obaw związanych z rtęcią obecną w niektórych rodzajach tuńczyka. 
 
4. Sardynki i śledzie

Sardynki i śledzie są mało uciążliwe dla środowiska. Ponieważ sieci z sardynkami i sieci śledziowe są ciągnięte przez otwartą wodę bez tarcia o dno, wymagają mniej niż jednej dziesiątej paliwa do złapania niż np. flądra. Sardynki i śledzie są również bogate w kwasy Omega-3 i mają mało toksyn środowiskowych.

5. Krewetki
 
Krewetki to najpopularniejsze owoce morza na świecie. Można je dostać praktycznie w każdym większym sklepie. Prawie 9 procent krewetek, które jemy, jest importowanych (w Polsce głównie z Tajlandii, Indonezji, Chin lub Ekwadoru), co spowodowało problemy na całym świecie, ponieważ setki tysięcy akrów lasów namorzynowych w Azji Południowo-Wschodniej i Ameryce Łacińskiej zostały wyrównane, aby zrobić miejsce dla hodowli krewetek. Problemem są również importowane dziko krewetki, ponieważ zwykle są one trałowane w sieciach o drobnych oczkach, co może skutkować większą ilością przypadkowo zabitych „przyłowów”, które rutynowo są wyrzucane za burtę jako odpady. Najlepszą opcją są zatem krewetki z amerykańskiego i kanadyjskiego Pacyfiku. Te skorupiaki są łapane w pułapki, co minimalizuje przyłowy. Dlaczego warto jeść krewetki?
Ponieważ są one niskokaloryczne i bardzo smaczne. To bogate źródło białka, nienasyconych kwasów Omega-3 oraz wielu cennych witamin, które korzystnie wpływają na organizm człowieka. Niestety, trzeba pamiętać o tym, że w krewetkach może kumulować się dużo zanieczyszczeń, dlatego należy spożywać je z umiarem i zwrócić uwagę na kraj ich pochodzenia oraz jakość.
 
 

Źródło: Yogajournal.com, fot. Pixabay

ŚWIĘTA, święta, a PO świętach… Nie ZGADNIESZ, co ZOSTAJE?!

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia i większość z nas planuje, z kim je spędzi, co zje i co kupi na prezenty dla rodziny czy przyjaciół.

 

To na tym koncentrują się nasze myśli. Mało kto jednak zastanawia się nad tym, co zostaje po świętach…? I nie mam tu na myśli dodatkowych kilogramów 🙂

 

Chodzi raczej o to, ile zostanie śmieci i ile zmarnowano jedzenia – w końcu Boże Narodzenie to także święto szeroko rozumianej konsumpcji!

 

Czy w święta możemy zatem ograniczyć ilość „produkowanych” śmieci i ilość wyrzuconego jedzenia?

 

Oczywiście, że tak! Trzeba tylko to zaplanować, a tutaj znajdziecie ciekawy PORADNIK – Święta Zero Waste.

 

fot. pixabay

Pierniczki – miękkie i aromatyczne!

Sentyment do pierniczków mam chyba nie tylko ze względu na korzenny aromat tych ciasteczek, ale też ze względu na… ich obecność w literaturze! Pierniczki pojawiają się w wielu książkach, a już szczególnie u mojej ulubionej Pippi Langstrumpf, która zajadała się samodzielnie wypiekanymi pierniczkami 🙂 Continue reading „Pierniczki – miękkie i aromatyczne!”