(Przyszła) MAMA na WALIZKACH – Jak wyglądają ostatnie DNI przed PORODEM? (VIDEO)

Wiadomo, że termin porodu ustalany jest orientacyjnie i mało komu udaje się trafić w wyznaczoną przez lekarza datę 🙂

W moim przypadku, wszyscy sądzili, że urodzę wcześniej – ze 2-3 tygodnie wcześniej. Tak się jednak nie stało, więc czekam do tej pory. Nic nie odkładam na później, bo przecież zaraz może być JUŻ! A wtedy wiadomo, że przez jakiś czas będę całkowicie pochłonięta dzieckiem 🙂

 

Tak więc te dni są specyficzne. Z jednej strony, człowiek jest „uziemiony” – przekonałam się, że nawet niedaleki wyjazd (godzinka w jedną i godzinka w drugą stronę) staje się bardziej wysiłkiem niż przyjemnością. Z drugiej strony odzywają się jakieś tęsknoty, by podróżować – pojechać na przykład nad morze, a jeszcze lepiej zagranicę – do jakiejś europejskiej stolicy. Słowem – oderwać się!

Z jedzeniem też jest ciekawie, bo – o ile do tej pory nie miałam specjalnych zachcianek lub niechęci do danego produktu – tak teraz… W sumie nie wiadomo co jeść 🙂 ulubione do tej pory produkty i dania nie smakują, a zaczyna smakować coś zupełnie innego. Gorzej jeszcze, że te smaki zmieniają się z dnia na dzień! 🙂

 

Nie zmieniła się u mnie potrzeba ruchu – ćwiczenia, ćwiczeniami, spacer, spacerem, ale i tak muszę się przebiec – choćby symbolicznie, bo tylko to daje odpowiednie dotlenienie.

Tak więc, zakupy dziecięce poczynione, wyprawka do szpitala z grubsza spakowana i …czekamy 🙂 A czekając biegamy w „dwupaku” – poniżej filmik z przed kilku dni 🙂

 

 

fot. pexels.com

Pamiętaj o KANAPCE dla świeżo upieczonej MAMY! Szkoła RODZENIA czy… STRASZENIA!? Czego możesz się dowiedzieć podczas SZKOŁY RODZENIA i czy warto się zapisać na zajęcia?

Szkołę rodzenia polecił mi lekarz prowadzący, więc postanowiliśmy się zapisać. Kurs składa się z 4 zajęć, które miały trwać po 2-3 godziny a trwają… w nieskończoność! Każde spotkanie jest podzielone na ok. 30 minutową część aktywną (ćwiczenia, masaż), a druga – to wykłady.

 

Zacznijmy od gimnastyki – poza ćwiczeniami mięśni Kegla, które to ćwiczenia może nie są tak bardzo znane; pozostałe –  to było fitnesowe „przedszkole” – podnoszenie nóżki, czy robienie rowerka…

Jeśli dziewczyna jest aktywna i stara się zachować formę w ciąży, to te ćwiczenia stanowią zerowy poziom trudności i wysiłku… choć trzeba przyznać, że niektóre ciężarne i tak się zmęczyły 🙂

Fajne były zajęcia dot. masażu, gdzie mężowie czy partnerzy masowali plecy swoim kobietom 🙂

 

Co do zajęć teoretycznych… tu mamy całe bogactwo sprzeczności i paradoksów. Po pierwsze, każde zajęcia prowadziła inna położna, więc były zajęcia z „jajem” i były zajęcia wręcz groteskowe, gdy pani prowadząca posługiwała się fantomem z minionej epoki i prezentowała etapy porodu.

szkoła rodzenia

Dla kobiet nie był to zachęcający widok, co dopiero dla mężczyzn….

Z kolei inna położna opowiadała tyle humorystycznych historyjek z sali porodowej czy szpitalnej, że i poród i szpital wydawały się mniej „groźne” 🙂

 

Co mnie zaskoczyło to, że szkoła rodzenia to także miejsce swoistego prania mózgu!

Na przykład z opowieści rodzących koleżanek wiem, że położne nie chcą pomagać. Nawet gdy świeżo upieczona mama w szpitalu jest sama, bo nikt  z rodziny nie mógł przyjechać. W wersji położnych brzmi to tak, że od samego początku mama jest z dzieckiem bo to dobre dla mamy i dziecka itp…

Pranie mózgu dotyczy także banku krwi pępowinowej, bo na szkołę rodzenia wpuszczane są firmy. Po prostu po to,  robić sobie marketing i zbierać dane osobowe.

Trzecia sprawa to… kanapka! Młody tata powinien do szpitala zabrać kanapki – i dla siebie i dla żony, która po porodzie będzie nie tylko głodna, ale i zmęczona! Słuchając tych rad, panie kiwają głową z zadowoleniem – tak! niech o mnie zadba! – a ja sobie myślę tak: Po pierwsze to nie każdy chodzi na szkołę rodzenia, więc może nie wiedzieć o tej mitycznej kanapce 🙂 Po drugie – być może kobieta nagle zacznie rodzić i wtedy jadą do szpitala nie myśląc o szykowaniu kanapek. A po trzecie i najważniejsze – czy my przypadkiem nie płacimy grubych pieniędzy na ubezpieczenie? I czy ta przysłowiowa kanapka nie powinna być zapewniona przez szpital… tak po prostu? 🙂

 

Czy warto więć zapisać się na szkołę rodzenia?

Szkoła do której ja chodziłam to swoisty misz-masz i wielka różnorodność osobowości oraz sposobu przekazywania wiedzy. Różnie można oceniać przydatność takich spotkań, jednak moim zdaniem – mimo wszystko – warto się zapisać. Może na tej zasadzie, że od koleżanek często możemy usłyszeć negatywne opinie na temat podejścia personelu do rodzących. A z kolei od samych położnych usłyszymy sporo przydatnych informacji i… pozytywnej wersji na temat traktowania w szpitalu. 

Prawda pewnie leży gdzieś po środku, więc potem same ocenimy i wyciągniemy wnioski 🙂