Kradnie ZNICZE z pod KRZYŻA bo…

Każdy z nas co roku odwiedza groby bliskich i kupuje kwiaty, wieńce oraz oczywiście znicze.

 

W kilka dni później, kwiaty i wieńce stają się… śmieciami. Zniczom wystarczy zaledwie kilka godzin i po wypaleniu stają się one odpadami.

Nie zastanawiamy się nad tym jednak, tylko rok w rok robimy to samo – kupujemy i wyrzucamy.

 

„Od dawna nie kupuję zniczy, jak już mam wielką potrzebę to kradnę w nocy spod krzyża gdzie ich pełno i dysponuję wedle uznania, zachowując ogólny poziom zadowolenia na świecie w równowadze. Nikt nie wie, że je kradnę pod osłoną nocy, a jest choć jeden śmieć mniej.”

 

Tak pisze na instagramie osoba podpisująca się jako Jacques de Chiffon. I dalej wykazuje bezsens zbiórek pieniędzy na utrzymanie cmentarzy:

 

„Dziś wszedłem w dyskusję z panem zbierającym jałmużną na utrzymanie cmentarza. A utrzymanie cmentarza według niego to wywóz ogromnych kontenerów pełnych zniczy, a więc plastiku, szkła i złomu. Jeden kontener kosztuje 800 zł, a więc niemało. Skoro zabrania się już rurek do picia i niedługo naczyń jednorazowych, to zniczy też pewnie niebawem, ale to raczej moje pobożne życzenia. I nie mogę się doczekać tej akcji z celebrytami trzymającymi znicze w ręku i powtarzającymi jak mantrę „zabiłem morświna”. Na coś trzeba umrzeć jak to mówią, a my wszyscy utoniemy. W śmieciach. Niebawem.”

 

Opinia Jacques de Chiffon na pewno jest niepopularna, ale moim zdaniem bardzo trafna.

I co gorzej, cmentarze i zachowanie w okresie Święta Zmarłych to tylko jeden dzień w roku, a przecież na co dzień robimy to samo. Kupujemy i wyrzucamy. Kupujemy i wyrzucamy. Kupujemy i…

 

View this post on Instagram

Po śmieciowym niedosycie jakie pozostawiły w moich ustach ostatnie wybory, przyszła kolej na Wszystkich Świętych. Od dawna nie kupuję zniczy, jak już mam wielką potrzebę to kradnę w nocy spod krzyża gdzie ich pełno i dysponuję wedle uznania, zachowując ogólny poziom zadowolenia na świecie w równowadze. Nikt nie wie, że je kradnę pod osłoną nocy, a jest choć jeden śmieć mniej. Dziś wszedłem w dyskusję z panem zbierającym jałmużną na utrzymanie cmentarza. A utrzymanie cmentarza według niego to wywóz ogromnych kontenerów pełnych zniczy, a więc plastiku, szkła i złomu. Jeden kontener kosztuje 800 zł, a więc niemało. Skoro zabrania się już rurek do picia i niedługo naczyń jednorazowych, to zniczy też pewnie niebawem, ale to raczej moje pobożne życzenia. I nie mogę się doczekać tej akcji z celebrytami trzymającymi znicze w ręku i powtarzającymi jak mantrę „zabiłem morświna”. Na coś trzeba umrzeć jak to mówią, a my wszyscy utoniemy. W śmieciach. Niebawem. Ps. Nie pozostawiam was bez narzędzi, moja znajoma prowadzi warsztaty wyrobu świec. Numer do niej to +48 1300 100 400. * #wszystkichświętych #wszystkichswietych #ekologia #śmieci #znicze

A post shared by Jacques de Chiffon (@jacquesdechiffon) on

fot. instagram.com/jacquesdechiffon/

Jak HOTELE marnują jedzenie!

Troszkę rozbawił mnie artykuł w Portalu Komunalnym – całość TUTAJ 🙂

W tekście napisano, że grupa Orbis (Accor Hotels) zobowiązuje się do zmniejszenia ilości odpadów żywnościowych o 30%.

 

W jaki sposób? Na przykład poprzez:

  • zwiększanie świadomości personelu restauracji i działu F&B (Food and Beverage, czyli jedzenie i napoje) poprzez prezentacje i warsztaty,

  • systematyczne ważenie, monitorowanie i analizowanie odpadów (odpady żywnościowe, żywność wykorzystana w innych daniach, dary itd.),

  • wdrażanie planu działań w dziale F&B: zamówienia-dostawy, przechowywanie, przygotowanie w kuchniach, przygotowanie i prezentacja bufetów, wielkość podawanych porcji, zwiększanie świadomości i informowanie gości.

 

Cóż… jako osoba sporo podróżująca i hotelowy bywalec 🙂 mogę powiedzieć, że hotele zapomniały o chyba jednym z ważniejszych aspektów marnowania żywności.

 

Mowa o śniadaniach, które są „w cenie” noclegu i podczas których można jeść do woli. Jest tylko jeden problem: otóż nie wolno wynosić jedzenia ze śniadania.

 

Ponieważ niestety nie potrafię się najeść „na zapas” dlatego nieraz toczyłam boje, właśnie w hotelu należącym do Orbisu, o wyniesienie kanapki czy jogurtu.

 

Inni goście albo też cichcem wynosili, albo – nawet częściej „jedli oczami”. To bardzo częsty przypadek w hotelach. Śniadanie serwowane jest w formie bufetu i to  bogatego bufetu. Tak więc sporo osób nakłada sobie wszystko, co tak pięknie i apetycznie wygląda i potem, albo się z tym męczy i napycha, albo zostawia.

I tak, pełne talerze drogiego jedzenia lądują w śmieciach.

 

Dla gości oczywiście rozwiązaniem jest robienie kanapek, zabieranie owoców, ciast czy jogurtów i dyskretne chowanie do torebki czy do obszernych kieszeni, ale przecież nie o to chodzi!

 

Tylko jeden jedyny hotel, w którym byłam – Focus w Szczecinie – zaprezentował zupełnie przeciwną postawę. Otóż w tym hotelu jest wydzielony kącik, gdzie są przygotowane kanapki na wynos, można tam też sobie przygotować kawę i całkiem jawnie wyjść z jadalni.

hotel kanapki_2

I wiecie jaki jest efekt? Ludzie zachowują się normalnie – nikt się nie opycha i nikt skrycie nie robi kanapek. W tym hotelu każdy klient wiedział, że jeśli będzie chciał z jadalni zabrać jakąś przekąskę na później, to spokojnie może to zrobić.

 

Tak, więc mówiąc o nie marnowaniu jedzenia, zachęcam wszystkie hotele do bardziej racjonalnego podejścia w temacie śniadań 🙂 To na pewno przyczyni się do zmniejszenia ilości wyrzucanego jedzenia.

 

 

 

 

żródło: Portal KOmunalny