ŚWIĘTA, święta, a PO świętach… Nie ZGADNIESZ, co ZOSTAJE?!

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia i większość z nas planuje, z kim je spędzi, co zje i co kupi na prezenty dla rodziny czy przyjaciół.

 

To na tym koncentrują się nasze myśli. Mało kto jednak zastanawia się nad tym, co zostaje po świętach…? I nie mam tu na myśli dodatkowych kilogramów 🙂

 

Chodzi raczej o to, ile zostanie śmieci i ile zmarnowano jedzenia – w końcu Boże Narodzenie to także święto szeroko rozumianej konsumpcji!

 

Czy w święta możemy zatem ograniczyć ilość „produkowanych” śmieci i ilość wyrzuconego jedzenia?

 

Oczywiście, że tak! Trzeba tylko to zaplanować, a tutaj znajdziecie ciekawy PORADNIK – Święta Zero Waste.

 

fot. pixabay

Kradnie ZNICZE z pod KRZYŻA bo…

Każdy z nas co roku odwiedza groby bliskich i kupuje kwiaty, wieńce oraz oczywiście znicze.

 

W kilka dni później, kwiaty i wieńce stają się… śmieciami. Zniczom wystarczy zaledwie kilka godzin i po wypaleniu stają się one odpadami.

Nie zastanawiamy się nad tym jednak, tylko rok w rok robimy to samo – kupujemy i wyrzucamy.

 

„Od dawna nie kupuję zniczy, jak już mam wielką potrzebę to kradnę w nocy spod krzyża gdzie ich pełno i dysponuję wedle uznania, zachowując ogólny poziom zadowolenia na świecie w równowadze. Nikt nie wie, że je kradnę pod osłoną nocy, a jest choć jeden śmieć mniej.”

 

Tak pisze na instagramie osoba podpisująca się jako Jacques de Chiffon. I dalej wykazuje bezsens zbiórek pieniędzy na utrzymanie cmentarzy:

 

„Dziś wszedłem w dyskusję z panem zbierającym jałmużną na utrzymanie cmentarza. A utrzymanie cmentarza według niego to wywóz ogromnych kontenerów pełnych zniczy, a więc plastiku, szkła i złomu. Jeden kontener kosztuje 800 zł, a więc niemało. Skoro zabrania się już rurek do picia i niedługo naczyń jednorazowych, to zniczy też pewnie niebawem, ale to raczej moje pobożne życzenia. I nie mogę się doczekać tej akcji z celebrytami trzymającymi znicze w ręku i powtarzającymi jak mantrę „zabiłem morświna”. Na coś trzeba umrzeć jak to mówią, a my wszyscy utoniemy. W śmieciach. Niebawem.”

 

Opinia Jacques de Chiffon na pewno jest niepopularna, ale moim zdaniem bardzo trafna.

I co gorzej, cmentarze i zachowanie w okresie Święta Zmarłych to tylko jeden dzień w roku, a przecież na co dzień robimy to samo. Kupujemy i wyrzucamy. Kupujemy i wyrzucamy. Kupujemy i…

 

View this post on Instagram

Po śmieciowym niedosycie jakie pozostawiły w moich ustach ostatnie wybory, przyszła kolej na Wszystkich Świętych. Od dawna nie kupuję zniczy, jak już mam wielką potrzebę to kradnę w nocy spod krzyża gdzie ich pełno i dysponuję wedle uznania, zachowując ogólny poziom zadowolenia na świecie w równowadze. Nikt nie wie, że je kradnę pod osłoną nocy, a jest choć jeden śmieć mniej. Dziś wszedłem w dyskusję z panem zbierającym jałmużną na utrzymanie cmentarza. A utrzymanie cmentarza według niego to wywóz ogromnych kontenerów pełnych zniczy, a więc plastiku, szkła i złomu. Jeden kontener kosztuje 800 zł, a więc niemało. Skoro zabrania się już rurek do picia i niedługo naczyń jednorazowych, to zniczy też pewnie niebawem, ale to raczej moje pobożne życzenia. I nie mogę się doczekać tej akcji z celebrytami trzymającymi znicze w ręku i powtarzającymi jak mantrę „zabiłem morświna”. Na coś trzeba umrzeć jak to mówią, a my wszyscy utoniemy. W śmieciach. Niebawem. Ps. Nie pozostawiam was bez narzędzi, moja znajoma prowadzi warsztaty wyrobu świec. Numer do niej to +48 1300 100 400. * #wszystkichświętych #wszystkichswietych #ekologia #śmieci #znicze

A post shared by Jacques de Chiffon (@jacquesdechiffon) on

fot. instagram.com/jacquesdechiffon/

POLACY prawie jak… RUMUNI! Tym razem to Rumunia prześcignęła Polskę, a chodzi o…

rumuni, śmieci, odpady

Rumuni nie kojarzą nam się zbyt dobrze. Niestety funkcjonuje stereotyp Rumun = żebrak. 

Chyba trochę sami zasłużyli sobie na taką „łatkę”, gdy w latach 90′ przesiadywali na naszych ulicach i jęczeli:

 

„Daj pani, daj!”

 

Tymczasem teraz Rumunia okazuje się być najlepsza w całej Unii Europejskiej! A w czym?

W (małej) ilości produkowanych śmieci. Oczywiście słowo „produkcja” tyczy się finalnego wyrzucania odpadów do śmietnika – i to przez każdego z nas.

Tak więc wg. danych Eurostatu Rumuni produkują 261 kg śmieci rocznie. Na drugim miejscu jesteśmy my! Przeciętny Polak rocznie wyrzuca 307 kg odpadów.

 

A kto jest najgorszy w tym rankingu?

Mieszkańcy Danii, Malty i Cypru – odpowiednio 777 kg, 647 kg i 640 kg.

 

Mnie ciekawi tylko, czy dlatego tak dobrze wypadliśmy, że tak mało produkujemy śmieci? 

Czy też dlatego, że nasza ewidencja odpadów jest „dziurawa”? 🙂

 

 

źródło: portal komunalny

fot. screen You Tube

 

Jak HOTELE marnują jedzenie!

Troszkę rozbawił mnie artykuł w Portalu Komunalnym – całość TUTAJ 🙂

W tekście napisano, że grupa Orbis (Accor Hotels) zobowiązuje się do zmniejszenia ilości odpadów żywnościowych o 30%.

 

W jaki sposób? Na przykład poprzez:

  • zwiększanie świadomości personelu restauracji i działu F&B (Food and Beverage, czyli jedzenie i napoje) poprzez prezentacje i warsztaty,

  • systematyczne ważenie, monitorowanie i analizowanie odpadów (odpady żywnościowe, żywność wykorzystana w innych daniach, dary itd.),

  • wdrażanie planu działań w dziale F&B: zamówienia-dostawy, przechowywanie, przygotowanie w kuchniach, przygotowanie i prezentacja bufetów, wielkość podawanych porcji, zwiększanie świadomości i informowanie gości.

 

Cóż… jako osoba sporo podróżująca i hotelowy bywalec 🙂 mogę powiedzieć, że hotele zapomniały o chyba jednym z ważniejszych aspektów marnowania żywności.

 

Mowa o śniadaniach, które są „w cenie” noclegu i podczas których można jeść do woli. Jest tylko jeden problem: otóż nie wolno wynosić jedzenia ze śniadania.

 

Ponieważ niestety nie potrafię się najeść „na zapas” dlatego nieraz toczyłam boje, właśnie w hotelu należącym do Orbisu, o wyniesienie kanapki czy jogurtu.

 

Inni goście albo też cichcem wynosili, albo – nawet częściej „jedli oczami”. To bardzo częsty przypadek w hotelach. Śniadanie serwowane jest w formie bufetu i to  bogatego bufetu. Tak więc sporo osób nakłada sobie wszystko, co tak pięknie i apetycznie wygląda i potem, albo się z tym męczy i napycha, albo zostawia.

I tak, pełne talerze drogiego jedzenia lądują w śmieciach.

 

Dla gości oczywiście rozwiązaniem jest robienie kanapek, zabieranie owoców, ciast czy jogurtów i dyskretne chowanie do torebki czy do obszernych kieszeni, ale przecież nie o to chodzi!

 

Tylko jeden jedyny hotel, w którym byłam – Focus w Szczecinie – zaprezentował zupełnie przeciwną postawę. Otóż w tym hotelu jest wydzielony kącik, gdzie są przygotowane kanapki na wynos, można tam też sobie przygotować kawę i całkiem jawnie wyjść z jadalni.

hotel kanapki_2

I wiecie jaki jest efekt? Ludzie zachowują się normalnie – nikt się nie opycha i nikt skrycie nie robi kanapek. W tym hotelu każdy klient wiedział, że jeśli będzie chciał z jadalni zabrać jakąś przekąskę na później, to spokojnie może to zrobić.

 

Tak, więc mówiąc o nie marnowaniu jedzenia, zachęcam wszystkie hotele do bardziej racjonalnego podejścia w temacie śniadań 🙂 To na pewno przyczyni się do zmniejszenia ilości wyrzucanego jedzenia.

 

 

 

 

żródło: Portal KOmunalny

JAK przeżyć JEDEN DZIEŃ bez śmiecenia?

11 maja to Dzień bez Śmiecenia. Brzmi to ładnie, ale czy NIE śmiecenie jest możliwe?

 

Wyobraź sobie, że nie wyrzucasz śmieci w pracy, w szkole, na uczelni czy do pojemników ustawionych na ulicach. Wszystkie odpadki z całego dnia wyrzucasz do swojego domowego kosza.

Na śniadanie serek – i już pudełeczko, w pracy kanapka, więc wyrzucasz papier lub folię, w którą była zapakowana, jesz jabłko – wyrzucasz ogryzek, batonik – papierek, sok – butelka, kawa na mieście – papierowy kubek. I tak dalej…

 

Być może zapełnisz cały, albo prawie cały kosz. I tak przez 365 dni, więc z Twoich worków ze śmieciami powstanie całkiem spora góra o masie ok. 360 kg. Przerażające!

 

Natknęłam się kiedyś na bloga Bea Johnson – zerowastehome.com. Jak się okazuje, Bea uskutecznia życie pod hasłem zero waste i brawa dla niej!

Wygląda na to, że życie bez śmieci jest możliwe. Bea większość produktów kupuje „na wagę” (a nie pakowane), nosi ze sobą własne torby czy pojemniki.

Przyznam jednak, że dla mnie i w naszych realiach wydaje się to dosyć szalony pomysł. Już wystarczy, że w sklepie spożywczym przynosiłam własne siateczki na bułki i panie patrzyły na mnie jak na nieszkodliwą wariatkę 🙂 W Polsce brakuje także miejsc, gdzie produkty możemy kupić na wagę. Owszem – warzywa i owoce są, w niektórych miejscach można kupić mąkę, kasze czy bakalie, ale czy ktoś widział masło na wagę, albo jogurt? 🙂

 

Cóż… choć idea nie śmiecenia jest piękna, to na ten moment każdy z nas powinien zadbać przede wszystkim o ograniczenie ilości śmieci poprzez ponowne użycie np. różnych opakowań czy pojemników, a na drugim etapie, o właściwą segregację odpadów 🙂

Nowa zabawka? Czyli, co kupić dziecku na prezent?

zabawka

Niedawno czytałam (chyba dosyć stary) wywiad z Bea Johnson – propagatorką nurtu ZERO WASTE, czyli nurtu dążącego do ograniczenia ilości produkowanych śmieci DO ZERA. Jak widać Bea z powodzeniem realizuje tę koncepcję, co mnie osobiście wydaje się prawie niemożliwe!

Ale do rzeczy. W wywiadzie opowiadała, jak jej syn miał 16 urodziny i „wcześniej” kupiłaby mu COŚ, na przykład grę. Pograłby chłopak trochę, pograłby i tyle:) Potem gra stałaby się „śmieciem”, ewentualnie produktem do ponownego użycia. Tymczasem Bea zafundowała swojemu synowi… skok ze spadochronu.

Moim zdaniem prezent dosyć ryzykowny (w końcu chłopak mógł spaść), a jednak! Ta koncepcja do mnie przemawia, ponieważ:

  • Po pierwsze – faktycznie to jest prezent NIE generujący śmieci
  • Po drugie – to prezent NIEZAPOMNIANY, bo takie coś pamięta się całe życie
  • Po trzecie – Bea zafundowała swojemu synowi NIE rzecz, a… PRZEŻYCIA, a te, jak wiemy są… BEZCENNE:)

Idąc dalej. Na pewno każdy z Was widział pokój dziecięcy zawalony zabawkami – głownie jakimś plastikiem, ewentualnie pluszakami. I w tym pokoju dziecko się nudzi…pokój dziecięcy

A może pamiętacie swoje najlepsze zabawy z dzieciństwa? U mnie, poza przesiadywaniem w piaskownicy:) była zabawa polegająca na budowaniu domku z poduszek i koców. Lepszej zabawy nie było! 🙂

Oprócz tego, z dzieciństwa pamiętam spacery i wycieczki z rodzicami – czego nie cierpiałam (teraz sama nie wiem, dlaczego:))! Pamiętam też, jak mój tata chodził „na miasto” załatwiać różne sprawy i bardzo lubiłam te wyprawy. Pamiętam, jak mama czytała moje pierwsze dzieła literackie:) Pamiętam też, jak z rodzicami szykowaliśmy jedzonko na różne przyjęcia… i tak dalej 🙂

Ale czego NIE pamiętam, to ulubionej zabawki! Ani ulubionej, ani wymarzonej – takich nie miałam. Oczywiście były i lalki i gry, ale nie wiążą się z nimi jakieś szczególne wspomnienia.

Więc jaki jest wniosek?

Nie marnujmy pieniędzy na rzeczy. Przeznaczmy je raczej na dobre i pozytywne wrażenia, czy na czas spędzony z dziećmi lub dorosłymi, których chcemy „obdarować”.

Spędzając razem aktywnie czas, czy fundując jakieś przeżycie, będziemy postępować i ekologicznie, i szczęśliwie 🙂

fot. pixabay