Już NIE musisz się WSTYDZIĆ, że robisz TO w RESTAURACJI! Przeciwnie! Możesz być dumny, że…

Zmieniają się zwyczaje żywieniowe Polaków. 

 

Coraz częściej jadamy na mieście, a wyjście na obiad czy przekąskę straciło wiele ze swojego patosu, jaki towarzyszył okazjonalnym wizytom w restauracji.

 

Zmieniło się także nasze podejście co do zamówionego jedzenia. Jeszcze nie tak dawno prośba o zapakowanie niedojedzonej porcji uznawana była za obciach.

Jeśli porcja okazała się zbyt duża, to albo „wmuszaliśmy” ją w siebie, albo… zostawialiśmy. Przyjęte było bowiem myślenie, że „stać” nas na to, by iść do restauracji, więc dumnie możemy zostawić, to co nie zostało zjedzone.

 

Tymczasem teraz w wielu lokalach, pakowanie resztek jedzenia staje się normą i nikogo nie dziwi.

I bardzo dobrze, bo nie ma sensu, by w imię źle pojętej dumy, przyczyniać się do marnowania żywności.

 

Brawo zatem dla tych, którzy nie wstydzą się poprosić o zapakowanie niedojedzonej porcji i dla restauracji, które nie robią z tego problemu 🙂

 

Wegetariański KURCZAK w znanej sieci FAST FOOD’ów! Która SIEĆ zdecydowała się na zerwanie z TRADYCJĄ?!

Sieć, która do tej pory utożsamiana była właśnie z kurczakami, zamierza wprowadzić do menu potrawy wegetariańskie.

 

KFC (ang. Kentucky fried chicken – smażony kurczak z Kentucky) w Wielkiej Brytanii przyznała, że opracowywanie menu jest na wczesnym stadium. Tak czy owak, to znak czasów, że sieć typowo kurczakowa chce być wege.

Ciekawa jestem czy wymyślą coś bezmięsnego, a udającego kurczaka, czy też pójdą na całość i stworzą coś oryginalnego? 🙂

Swoją drogą, warto zauważyć, że kurczak w formie popularnych nuggetsów (ang. bryłka) czyli kawałków mięsa hojnie otoczonych panierką i usmażonych w głębokim tłuszczu, jako żywo nie przypomina kurczaka. I patrząc na tę popularną potrawę, żadne dziecko się nie domyśli, że je KURĘ! 

Skoro tak sprytnie potrafimy ukryć zwierzę w tekturowym kubełku, to może i warzywo uda się przemycić i wtedy w końcu mogłabym odwiedzić KFC 🙂

 

fot. pixabay

To mi się podoba! WEGANIE napadli na sklep MIĘSNY!

wegan, weganie

We francuskim Lille weganie napadli na sklep mięsny i zdewastowali jego witrynę. Na szybie napisali „Stop au spécisme” – stop specismowi, czyli dyskryminacji gatunkowej. Z kolei w czerwcu 2017 r., podczas marszu przeciwko rzeźniom, wielu demonstrantów nie wahało się zarzucać rzeźnikom morderstwo.

 

Przyznam, że co do zasady przeciwna jestem aktom przemocy i wandalizmu 🙂 Z drugiej strony, działanie aktywistów z Francji rozumiem jako chęć zwrócenia uwagi na pewien problem.

 

Problemem tym jest akceptacja dla nadmiernego spożywania mięsa, dla masowej produkcji mięsa. I warto tu zwrócić uwagę na słowo PRODUKCJA, bo zwierzęta traktowane są jak rzeczy!

Druga kwestia, to powszechne założenie, że WSZYSCY jedzą mięso, a jeśli nie jedzą, to coś jest z nimi nie tak.

I po trzecie, jako osoba nie jedząca mięsa, a okresowo nawet weganka 🙂 w pełni rozumiem też problem braku DOSTĘPNOŚCI wegetariańskich i wegańskich dań w hotelach i restauracjach. Jest jeszcze wiele miejsc, gdzie wegetarianin „za karę” na obiad może dostać kluchy (czyli makaron), ewentualnie sałatkę, o ile wcześniej ktoś do niej nie dorzuci kurczaka, tuńczyka lub boczku!

 

Akt wandalizmu wegan z Lille zapewne jest wyrazem buntu wobec mięsożerców, którzy uważają, że jedzenie mięsa to „jedyny słuszny” sposób żywienia.

A przecież już Biblia zachwalała dietę warzywną 🙂

 

na podst. huffingtonpost.fr

fot. twitter/franceinfoplus

(Przyszła) MAMA na WALIZKACH – Jak wyglądają ostatnie DNI przed PORODEM? (VIDEO)

Wiadomo, że termin porodu ustalany jest orientacyjnie i mało komu udaje się trafić w wyznaczoną przez lekarza datę 🙂

W moim przypadku, wszyscy sądzili, że urodzę wcześniej – ze 2-3 tygodnie wcześniej. Tak się jednak nie stało, więc czekam do tej pory. Nic nie odkładam na później, bo przecież zaraz może być JUŻ! A wtedy wiadomo, że przez jakiś czas będę całkowicie pochłonięta dzieckiem 🙂

 

Tak więc te dni są specyficzne. Z jednej strony, człowiek jest „uziemiony” – przekonałam się, że nawet niedaleki wyjazd (godzinka w jedną i godzinka w drugą stronę) staje się bardziej wysiłkiem niż przyjemnością. Z drugiej strony odzywają się jakieś tęsknoty, by podróżować – pojechać na przykład nad morze, a jeszcze lepiej zagranicę – do jakiejś europejskiej stolicy. Słowem – oderwać się!

Z jedzeniem też jest ciekawie, bo – o ile do tej pory nie miałam specjalnych zachcianek lub niechęci do danego produktu – tak teraz… W sumie nie wiadomo co jeść 🙂 ulubione do tej pory produkty i dania nie smakują, a zaczyna smakować coś zupełnie innego. Gorzej jeszcze, że te smaki zmieniają się z dnia na dzień! 🙂

 

Nie zmieniła się u mnie potrzeba ruchu – ćwiczenia, ćwiczeniami, spacer, spacerem, ale i tak muszę się przebiec – choćby symbolicznie, bo tylko to daje odpowiednie dotlenienie.

Tak więc, zakupy dziecięce poczynione, wyprawka do szpitala z grubsza spakowana i …czekamy 🙂 A czekając biegamy w „dwupaku” – poniżej filmik z przed kilku dni 🙂

 

 

fot. pexels.com

Czy VEGE na pewno jest ZDROWE? Przeczytaj, co może Ci ZASZKODZIĆ?

Wybrałam się kiedyś na wczasy, gdzie jedną z atrakcji było wegańskie jedzenie. Kucharz robił, co mógł, ale… Po kilku dniach dostałam bardzo wysokiej gorączki i miałam dolegliwości żołądkowe.

 

Przez kilka dni kurowałam się różnymi specyfikami i kropelkami żołądkowi. Z wczasowego wege-jedzenia zrezygnowałam na rzecz kaszek dla niemowląt 🙂 Miałam wrażenie, że dania serwowane na tych wczasach były ciut za ciężkie bo np, kotleciki z soi – soja ugotowana, zmielona, wymieszana z dodatkami, usmażona, oblana sosem – trochę tego za dużo. No ale… innym wczasowiczom takie potrawy nie zaszkodziły, więc…

 

Tymczasem niedawno przeczytałam opracowanie dot. produktów wegańskich, gdzie wskazywano, że tego typu jedzenie jest… wysoko przetworzone! W sumie nic dziwnego skoro np. migdały zamieniają się w „mleko”, a nasionka soi w „parówki” i tak dalej 🙂

Poza warzywami, owocami, nasionami strączkowymi czy orzechami, produkty wegańskie są mocno „kombinowane”. Aby udawać nabiał czy wędliny dodaje się do nich mnóstwo dodatków – wypełniaczy, spulchniaczy, zagęstników itp. I choć mogą się wydawać zdrowe bo vege, to niewiele różnią się od produktów uznawanych za „śmieciowe”.

 

Tak więc myślenie o wegetariańskiej czy wegańskiej diecie nie zwalnia nas z potrzeby czytania etykiet. Bo i w tych, z pozoru zdrowych, produktach znajduje się wiele dodatków. Właśnie takie wysokoprzetworzone jedzenie może nam zaszkodzić.

 

 

fot. pixabay

Jak HOTELE marnują jedzenie!

Troszkę rozbawił mnie artykuł w Portalu Komunalnym – całość TUTAJ 🙂

W tekście napisano, że grupa Orbis (Accor Hotels) zobowiązuje się do zmniejszenia ilości odpadów żywnościowych o 30%.

 

W jaki sposób? Na przykład poprzez:

  • zwiększanie świadomości personelu restauracji i działu F&B (Food and Beverage, czyli jedzenie i napoje) poprzez prezentacje i warsztaty,

  • systematyczne ważenie, monitorowanie i analizowanie odpadów (odpady żywnościowe, żywność wykorzystana w innych daniach, dary itd.),

  • wdrażanie planu działań w dziale F&B: zamówienia-dostawy, przechowywanie, przygotowanie w kuchniach, przygotowanie i prezentacja bufetów, wielkość podawanych porcji, zwiększanie świadomości i informowanie gości.

 

Cóż… jako osoba sporo podróżująca i hotelowy bywalec 🙂 mogę powiedzieć, że hotele zapomniały o chyba jednym z ważniejszych aspektów marnowania żywności.

 

Mowa o śniadaniach, które są „w cenie” noclegu i podczas których można jeść do woli. Jest tylko jeden problem: otóż nie wolno wynosić jedzenia ze śniadania.

 

Ponieważ niestety nie potrafię się najeść „na zapas” dlatego nieraz toczyłam boje, właśnie w hotelu należącym do Orbisu, o wyniesienie kanapki czy jogurtu.

 

Inni goście albo też cichcem wynosili, albo – nawet częściej „jedli oczami”. To bardzo częsty przypadek w hotelach. Śniadanie serwowane jest w formie bufetu i to  bogatego bufetu. Tak więc sporo osób nakłada sobie wszystko, co tak pięknie i apetycznie wygląda i potem, albo się z tym męczy i napycha, albo zostawia.

I tak, pełne talerze drogiego jedzenia lądują w śmieciach.

 

Dla gości oczywiście rozwiązaniem jest robienie kanapek, zabieranie owoców, ciast czy jogurtów i dyskretne chowanie do torebki czy do obszernych kieszeni, ale przecież nie o to chodzi!

 

Tylko jeden jedyny hotel, w którym byłam – Focus w Szczecinie – zaprezentował zupełnie przeciwną postawę. Otóż w tym hotelu jest wydzielony kącik, gdzie są przygotowane kanapki na wynos, można tam też sobie przygotować kawę i całkiem jawnie wyjść z jadalni.

hotel kanapki_2

I wiecie jaki jest efekt? Ludzie zachowują się normalnie – nikt się nie opycha i nikt skrycie nie robi kanapek. W tym hotelu każdy klient wiedział, że jeśli będzie chciał z jadalni zabrać jakąś przekąskę na później, to spokojnie może to zrobić.

 

Tak, więc mówiąc o nie marnowaniu jedzenia, zachęcam wszystkie hotele do bardziej racjonalnego podejścia w temacie śniadań 🙂 To na pewno przyczyni się do zmniejszenia ilości wyrzucanego jedzenia.

 

 

 

 

żródło: Portal KOmunalny

Czy ten kurczak jest z plastiku? Tricki w fotografii kulinarnej.

Apetyczny” kurczak z plastiku, pianka na napoju to płyn do naczyń, a zachęcająco wyglądający krem to jakaś chemiczna masa. O takich trickach stosowanych w fotografii kulinarnej na pewno słyszeliście 🙂

Ja oczywiście też i dlatego zabierając się za lekturę książki Fotografia kulinarna Od zdjęcia do arcydzieła, spodziewałam się tego typu rewelacji. Tymczasem…

Faktycznie, w książce znajdziecie kilka praktycznych podpowiedzi, ale przede wszystkim solidna dawka wiedzy:

  • jak dobrać aparat fotograficzny
  • jak ustawić paramaetry techniczne czy oświetlenie
  • jak tworzyć kompozycję

20170217_193417Poza tym autorka sporo miejsca poświęca obecności w sieci i budowania swojej własnej marki – o ile oczywiście o fotografii kulinarnej myśli się na poważnie.

Co do samych tricków, to jak przyznaje autorka, zdjęcia robi szybko, by… daną potrawę potem zjeść 🙂 Zatem nie ma mowy o plastikowym kurczaku, za to:

  • jedzenie dobrze jest nakładać na małe talerze – posiłek nie „ginie” na dużej przestrzeni i jest bardziej fotogeniczny
  • zalecany jest lekki bałagan na talerzu (żeby nie było sterylnie)
  • potrawy płaskie można wypełnić (np. do naleśnika do środka wkładamy dodatkowy naleśnik)
  • aby dekoracja np. zupy pozostała na jej powierzchni – do większej miseczki wkładamy mniejszą (do góry dnem), zalewamy zupą a dekorację układamy na wierzchu

A jak uzyskać efekt świeżości? Jak sprawić by lód nie wypływał do góry naczynia? Te i inne ciekawostki znajdziecie w książce 🙂

fot. pixabay i własne