Damskie kontra męskie – czyli o aspiracjach i wewnętrznych przekonaniach

Niedawno trafiłam na stronę internetową poświęconą… kobiecemu marketingowi. To skojarzyło mi się ze społecznością o nazwie Sukces Pisany Szminką (zresztą bardzo fajna nazwa), Wenusjankami i innymi tego typu inicjatywami. Idąc dalej, skojarzyło mi się z pomysłami na parytety w korporacjach czy partiach.

Pewnie fajnie, że kobiety się wspierają, doskonalą i wymieniają wiedzą oraz dzielą doświadczeniem. Może i dobrze, że określa się pewne parytety, jeśli chodzi o obsadzanie  stanowisk kierowniczych.

Może. Jednak w obu przypadkach we mnie – kobiecie głosującej rękami i nogami:) za siłą i niezależnością – coś się jednak buntuje! Dlaczego panie, same budują kobiece „getta”, by sobie po damsku – doradzać i się wspierać. Dlaczego na siłę wypychać kobiety na stanowiska, do których one same nie aspirują?

Owszem, jestem za niezależnością, za osobistą siłą, pewnością siebie i za profesjonalizmem, ale NIE kobiety czy mężczyzny, ale ze NIEZALEŻNOŚCIĄ JEDNOSTKI – CZŁOWIEKA.

Wyobraź sobie, że prowadzisz firmę i szukasz specjalisty do pisania wniosków i pozyskiwania dotacji (właśnie niedawno prowadziłam taką rekrutację). I określając cechy tej osoby, czy też jej umiejętności, nie myślisz o „damskim” czy „męskim” stylu pisania takich wniosków. Już nawet czytając to, możesz dostrzec absurd takiej koncepcji! 🙂 Szukając specjalisty do pisania wniosków o dotacje, określasz raczej jego/jej poziom wykształcenia, poziom dotychczasowych doświadczeń zawodowych oraz szczegółowe kompetencje. Słowem, stosujesz – na ile to możliwe – obiektywne kryteria.

A jak jest z parytetami? Nie ukrywam, że wiele osób zachęcało mnie do zaangażowania się w politykę. Dla mnie jest to jednak sfera, w której – przynajmniej na tym etapie – nie czuję się dobrze, dlatego nie planuję zapisywać się do partii itp. Myślę, że podobne podejście mają inne kobiety, ale jeśli „wmawia” im się, że się nadają (bo np. dana partia ma taką strategię), to… sami widzimy, że efekty są różne. Są panie, którym polityka się podoba i dobrze sobie radzą, a są takie, które chyłkiem uciekają po porażce (może nie będę wymieniać nazwisk:)). Dokładnie to samo jest z panami, nie ma tu różnicy. Poza jedną – poza manipulowaniem proporcjami udziału obu płci w partiach.

A biznes? Pracuję w branży utożsamianej jako „męska” bo dotyczy gospodarki odpadami. Ale jak, tak naprawdę, określić „męskość” branży, skoro pracują tu też kobiety, i także fizycznie? Może te podziały zostały jeszcze gdzieś w naszych głowach, bo realnie, jest ich coraz mniej. Z kolei kwestia stanowisk kierowniczych, gdzie wiele kobiet nie czuje się kompetentnych do zarządzania. Spora część pań nie ma też wiary w siebie. Inne, przeciwnie – aspirują do lepszego i z powodzeniem prą w górę – nie potrzebują parytetów i taryfy ulgowej.

Przyczyny tej sytuacji – niewiary kobiet w swoje możliwości – to zupełnie inna sprawa i pewnie nie na ten wpis:) jednak w moim odczuciu, „wydzielanie” damskich zawodów, damskich stanowisk pracy czy też parytetowe „promowanie” kobiet na prestiżowe stanowiska, to trochę jak dawanie sobie samym znamion niepełnosprawności. I później niejeden mężczyzna może myśleć: kobieta nie może pracować w „normalnym” zawodzie, to niech chociaż wykonuje ten damski (zwykle nisko opłacany), sama nie dostanie się do partii czy na dyrektora, to trzeba jej pomóc.

Myślę więc, moje panie i panowie, że nie tedy droga. I kobieta i mężczyzna musi sam czy sama obudzić w sobie pragnienia, ambicje oraz siłę i wytrwałość, by je realizować.

(fot. reaxxion.com , cache.desktopnexus.com)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked