Opodatkują TE napoje?

napoje

Napoje najczęściej pakowane są w butelki lub kartony.

Teraz przedstawiciele włoskiego rządu poinformowali, że napoje będą objęte nowym podatkiem. Konkretnie chodzi o te w plastikowych butelkach.

Decyzja ta wywołała już liczne protesty producentów takich napojów. Tymczasem nie jest to nic nowego, bo podobne obciążenia są już w innych krajach.
Podatki od słodkich napojów, mające na celu zmniejszenie otyłości, cukrzycy i próchnicy, zostały już przyjęte w wielu państwach. Obowiązują m. in. w Wielkiej Brytanii i Francji oraz w części Stanów Zjednoczonych.

Z kolei podatek od tworzyw sztucznych zobowiązuje firmy do uiszczenia opłaty w wysokości 1 EUR za każdy kilogram wyprodukowanego plastiku. Podatek ten wpłynie na podniesienie cen zarówno na piwa bezalkoholowe, napoje gazowane, jak i soki owocowe z dodatkiem cukru lub słodzików.

Reuters informuje, że nowe opłaty będą obowiązywać od lipca 2020 r. i najbardziej dotkną włoskie spółki zależne i partnerów Coca-Coli.
Dyrektor wykonawczy firmy Sibeg (partner Coca-Cola), Luca Busi tak podsumował ten pomysł:

„Podatki te nie są korzystne ani dla zdrowia ani środowiska i mają na celu tylko i wyłącznie gromadzenie gotówki, kosztem konsumentów, pracowników i firm”.

Zobacz też: Problem BUTELEK? Wiemy, GDZIE możesz ODDAĆ szklane butelki!

 

Źródło: Reuters
Zdjęcie: Pixabay

 

fot. pixabay

Problem BUTELEK? Wiemy, GDZIE możesz ODDAĆ szklane butelki!

butelki

Wielu z nas pamięta czasy, gdy zwrot butelki nie był problemem.

Niemal w każdym sklepie można było je oddać. Potem butelki wracały do producentów, były myte, a następnie znów pojawiały się na półkach sklepowych wypełnione płynnymi produktami – mleko, śmietana, oranżada czy piwo.

 

Jednokierunkowe działanie

Potem jednak pojawił się PLASTIK! Zachwyceni tym surowcem uznaliśmy, że taniej i lepiej(?) jest stosować jednorazowe, plastikowe opakowania. Po co zawracać sobie głowę zbiórką surowca, czyszczeniem i tak dalej. Łatwiej jest wyprodukować i wyrzucić.

Jednak po paru czy też parunastu latach, ekolodzy zaczęli bić na alarm: góra śmieci rośnie, plastik rozkłada się 400 lat, a nikt go dalej nie przetwarza!

 

Szkło wraca do łask!

Na szczęście pojawiają się także trendy wspierające ponowne użycie. W końcu szklana butelka nic nie traci na swoich właściwościach. Nasze babcie przez wiele lat robiły soki w tych samych szklanych butelkach i nadal były one dobre. Warto zatem wrócić do dawnych metod i szkło stosować wielokrotnie.

 

Idziemy na piwo?

Piwo najczęściej kupić możemy właśnie w butelkach lub w puszkach. Puszki najczęściej trafiają na skupy złomu dzięki oddolnym działaniom przysłowiowych „Edich”. Pytanie jednak, co zrobić z butelkami po piwie? Bo do tej pory trafiały na śmietnik.

Zmienić ma to akcja Grupy Żywiec – producenta marek Żywiec, Radler, Warka czy Tatra. Już teraz butelki po piwie możemy oddać do licznych punktów sprzedaży. 

 

Gdzie i jak oddać butelki?

Zasady zwrotu butelek w Polsce są proste dzięki akcji Żywca. Do punktu biorącego udział w akcji „Daj butelce drugie Życie” możemy przynieść te oznaczone znakiem towarowym Grupy Żywiec S.A., które nie są uszkodzone lub zanieczyszczone.

Co więcej, standardowo do wymiany potrzebny jest paragon – dowód zakupu danego produktu. Jednak kampania Grupy Żywiec rozwiązuje problem paragonu dla obu stron – i sklepu (dystrybutorzy biorący udział w akcji regularnie odbierają butelki od sklepów biorących udział w kampanii, które nie muszą się martwić o przestrzeń), jak i konsumenta – może oddać butelki w dowolnym sklepie biorącym udział w kampanii bez paragonu.

Listę punktów odbioru znajdziemy na stronie zwrocbutelke.pl Wystarczy wpisać nazwę województwa, a następnie z listy wybrać daną miejscowość.

 

Eko trendy

Coraz częściej myślimy o ekologii, dlatego kupując piwo wato pamiętać, że ponad 100 mln butelek rocznie ląduje na śmietniku. Tymczasem taka butelka może krążyć w obiegu aż 5 lat i być wykorzystana 25 razy!

Zatem problem zmarnowanych butelek ma rozwiązać kampania „Daj butelce drugie Życie”.

Butelki bezzwrotne mogą być przetwarzane niemal bez końca w nowe butelki, oczywiście pod warunkiem, że będziemy wyrzucać je do odpowiednich pojemników na szkło. Jednak butelki zwrotne nie wymagają jakiegokolwiek przetworzenia, dzięki czemu generują nie tylko mniej odpadów, ale także są bardziej ekologiczne pod względem emisji CO2. Ślad węglowy butelki zwrotnej jest nawet ok. 10 razy mniejszy niż w przypadku butelki bezzwrotnej podczas jednego obiegu.

Co dalej?

Zastanawiamy się czasem, co dzieje się w odpadami, które oddajemy do punktów zbiórki selektywnej? W przypadku akcji „Daj butelce drugie życie”, wszystko jest jasne.

Wysortowane butelki trafiają do browaru, tam są myte i sprawdzane pod kątem ew. uszkodzeń. Po odpowiedniej dezynfekcji, napełniane są świeżym piwem, kapslowane i trafiają do sklepów.

Tym samym udział w akcji Grupy Żywiec to ograniczenie ilości powstawania odpadów. Zachęcamy zatem do udziału w akcji zwrocbutelke.pl!

Ekologia czy PROFANACJA? Katedra Notre-Dame będzie…

notre

15 kwietnia cały świat opłakiwał stratę historycznej paryskiej katedry Notre Dame, która została strawiona w pożarze.

Choć główna konstrukcja katedry nadal jest zachowana, jej dach został całkowicie zniszczony w wyniku pożaru.

 

Pomysły na odrestaurowanie zabytku

Od czasu pożaru toczy się gorąca debata na temat tego, jak najlepiej odrestaurować starożytną katedrę. Propozycje napływają od architektów ze wszystkich stron świata. Pewien niezwykle zdolny architekt z Brazylii, Alexandre Fantozzi, zaproponował przebudowę dachu za pomocą witraży. Tym samym pozostając wiernym oryginalnemu stylowi gotyckiemu budowli.

 

Co z eko-katedrą?

Z kolei, jedna z paryskich firm architektonicznych zaproponowała zamienienie Notre Dame w zmodernizowaną ekologiczną katedrę. Miałaby dach zasilany energią słoneczną i z miejską farmą. Zdaniem ekologów, nie ma lepszego sposobu na upamiętnienie tej historycznej straty, niż przekształcenie szczątków katedry w coś trwałego. Coś, co przyniesie korzyści dla środowiska.

Architekt Vincent Callebaut opowiada się za całkowitym odrodzeniem katedry. Jego projekt nazywa się „Palingenesis”. Po grecku oznacza to „regeneracja” i wymagałby budowy mocnej ramy dębowej i listew z włókna węglowego. Po to aby zminimalizować ilość materiałów konstrukcyjnych i zmaksymalizować przestrzeń dla światła świecącego przez dach ze szkła słonecznego.

 

Czy to zadziała?

Zdaniem architektów „kryształy fotowoltaiczne” w dachu zawierające węgiel, wodór, azot i tlen, absorbowałyby światło i przekształcały je w energię, która byłaby magazynowana w wodorowych ogniwach paliwowych. A zatem, co najważniejsze, nowa katedra Notre Dame ostatecznie wytworzyłaby znacznie więcej energii niż zużywa, więc byłaby korzystna energetycznie.

Pomysłodawcy projektu – studio Vincent Callebaut Architects twierdzą: „Dzięki energicznej solidarności z bryłą zabytku, współczesne trójwymiarowe gotyckie witraże mogłyby wytwarzać całą energię elektryczną, ciepło i pasywną wentylację, jakich może potrzebować katedra”.

 

Łączność człowieka z przyrodą

Opisując projekt jako reprezentujący „symbiotyczny związek między człowiekiem a przyrodą”, przedstawiciele firmy dodali: „W ten sposób staramy się przedstawić transcendentny projekt, symbol prężnej i ekologicznej przyszłości, która oferuje Paryżowi zestaw rozwiązań inspirowanych biomimikrią, określonych tutaj jako wspólna etyka dla bardziej sprawiedliwych, symbiotycznych relacji między ludźmi a przyrodą”.

Źródło: Euronews.com

fot. commons.wikimedia.org

Lecisz do FRANCJI? Ten PODATEK Cię zaskoczy!

FRANCJI

Kto leci do Francji, zapewne będzie także wracał.

I tu czekać nas może zaskoczenie, bo rząd Francji wpadł na ciekawy pomysł. Otóż planuje wprowadzić podatek ekologiczny od lotów wylatujących z Francji. 

 

„Zdecydowaliśmy się wprowadzić podatek ekologiczny na wszystkie loty z Francji” – powiedziała minister transportu Elisabeth Borne. Dodała też, że dodatkowe fundusze zostaną przeznaczone na bardziej ekologiczną infrastrukturę transportową, w tym w kolej.

 

Jak będzie naliczany podatek?

Podatek będzie się różnić w zależności od długości lotu, jego miejsca docelowego i klasy (ekonomicznej lub biznesowej).

Loty we Francji lub UE będą opodatkowane w następujący sposób:

– 1,5 euro od biletu w klasie ekonomicznej i 9 euro w klasie biznes na rejsy wewnętrzne i europejskie,
– 3 euro w kasie ekonomicznej i 18 euro w klasie biznes na rejsy do krajów poza Europą

 

Loty wolne od podatku

„Podatek będzie obowiązywał wszystkie firmy startujące z francuskiego lotniska, z wyjątkiem lotów na Korsykę, francuskich departamentów i terytoriów zamorskich oraz lotów łączonych” – powiedziała minister transportu dodając, że środek zostanie uwzględniony w budżecie Francji na 2020 r.

 

Niezadowolenie i 180 milionów

Przedstawiciele Air France powiedzieli, że nowy podatek znacząco zaszkodzi konkurencyjności firmy. Będzie generował dodatkowy koszt w wysokości ponad 60 milionów euro rocznie. Łatwo się domyślić, że i klienci linii lotniczych nie będą się cieszyć z dodatkowej opłaty.

Za to francuskiemu budżetowi eko podatek ma przynieść aż 180 milionów euro.

 

I tak mało!

Klaus Röhrig, koordynator ds. polityki klimatycznej i energetycznej UE w Can Europe, powiedział w wywiadzie dla Euronews, że chociaż pomysł ten jest „dobrym pierwszym krokiem” w walce z zanieczyszczeniem węglem wytwarzanym przez sektor lotniczy, to jednak to „nie wystarczy”.

 

Dobro środowiska w centrum uwagi

Röhrig powiedział, że chciałby, aby więcej państw członkowskich UE poparło ekologiczne podatki od lotów. Rząd francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona przyznał, że chce umieścić środowisko w centrum swojej polityki. Jednak pod koniec ubiegłego roku porzucił próbę podwyższenia podatku od oleju napędowego w następstwie protestu „żółtej kamizelki”.

 

Źródło: Theverge.com, Euronews.com

Zdjęcie: Pexels

Jak wybrać butelkę do filtrowania wody?

butelkę

Jakie są koszty zakupu butelki filtrującej?

Nie jest to wysoki koszt, gdyż cena butelki z filtrem zaczynają się już od trzydziestu złotych i w zależności od marki i pojemności szybują w górę. Dodatkowo należy pamiętać, że nie wymieniamy każdorazowo butelki, tylko filtr węglowy. W związku z oszczędnościami, jakie pojawią się, gdyż zaprzestaniemy kupować butelkowanej wody, koszt takiej butelki nie jest zbyt wysoki. Z obliczeń wynika, że użytkując butelkę z filtrem, jesteśmy w stanie zaoszczędzić 700 złotych rocznie i chronimy naszą planetę przed zalaniem jej plastikowymi odpadami.

Na jak długo wystarcza butelka filtrująca?

Taka butelka na wodę z filtrem jest bardzo wydajna, gdyż wymieniasz jedynie filtr węglowy, a sama butelka jest produktem, którym cieszysz się długie lata. Musisz pamiętać jedynie o wymianie filtra regularnie oraz o częstym myciu butelki, aby nie zagnieździły się tam bakterie. Jeśli chodzi o wydajność filtra węglowego, to należy go, wymieniać po przefiltrowaniu od 150 do 200 litrów wody. Jeśli zainwestujesz w droższe butelki, taki filtr będzie bardziej wydajny i starczy na dłużej.

Butelka filtrująca – czym się kierować przy zakupie?

Oferta związana z rynkiem butelek filtrujących jest bardzo szeroka. Jednak przy wyborze produktu warto zwrócić uwagę na następujące rzeczy:

  • kształt i rodzaj butelki – w ofercie poza butelkami o standardowym kształcie znajdują się także kubek z filtrem czy bidon z filtrem. W zależności od stylu życia warto wybierać akcesoria, których będziemy używać na co dzień. Do pracy i używania w domu kubek filtrujący, może okazać się świetnym rozwiązaniem, ale bidon z filtrem może sprawdzić się lepiej do noszenia w plecaku, czy torebce,
  • pojemność butelki jest jedna z ważniejszych wyznaczników, na który należy zwrócić uwagę. Standardowo butelki z filtrem mają pojemność pół litra, ale w ofercie znajdują się tez większe pojemności,
  • cena produktu, ceny butelek zaczynają się od trzydziestu złotych i idą w górę. W zależności od naszych możliwości finansowych, zwrócimy uwagę na jakość wykonania produktu, czasami warto zapłacić więcej i cieszyć się produktem lepszej jakości,
  • koszt filtrów na zmianę jest ważnym czynnikiem, gdyż pozwoli nam to określić koszty związane z eksploatacją produktu.

Artykuł powstał na podstawie treści merytorycznych i we współpracy z serwisem: https://www.mocsokow.pl/

Zrobiła OBIAD ze ŚMIECI i jeszcze… Zobacz, CO zaleca EKO influencerka?!

Obiad ze śmieci? To dosyć ciekawa koncepcja.

Choć nie chodzi o śmieci ze śmietnika, ale z naszej lodówki. Każdy z nas ma tam różne produkty, które – prędzej czy później trafią na śmietnik.

Jakaś zielenina, którą mieliśmy zjeść, ale nie zjedliśmy i zwiędła, czy może już nawet wyschła. Podstarzała śmietana, zwiędnięte marchewki, wyschnięty ser. Każdy z nas znajdzie u siebie w domu takie „skarby”.

Przeczytaj także o eko majtkach, które można nosić przez 2 tygodnie!

 

Ale zamiast je wyrzucać – influencerka Jagna Niedzielska zaleca – ugotować!

„Od najgorszych śmieci wyzywam wszelkie zupy! Garnek wypełniony resztkami z lodówki, postawiony na ogniu, pozostawiony w samotności na długie pyrkanie to najlepszy przepis bez przepisu! Przynajmniej raz w tygodniu zaglądnij do lodówki, zrób czystki i najpyszniejszą z zup- śmieciarę ❤️”

 

I bardzo słusznie, bo wiele z tych produktów na pewno można jeszcze wykorzystać. A pomysł na nie-marnowanie warto sobie wziąć do serca w kontekście Świąt, bo… na pewno po Wielkanocy zostanie nam wiele jedzenia…

 

Komercyjne Centrum Handlowe, gdzie wszystko jest z RECYKLINGU – Jak to DZIAŁA?

Idea obiegu zamkniętego, zgodnie z którą surowce krążą i krążą i są cały czas przetwarzane i ponownie wykorzystywane, wydaje się utopią.

 

Jest jednak miejsce, gdzie z powodzeniem, z tą utopią się zmierzono! Chodzi o szwedzkie centrum handlowe w mieście Eskilstuna.

 

fot. retuna.se

 

Galeria powstała w 2015 r. i jej działanie polega właśnie na idei obiegu zamkniętego. Mieszkańcy wrzucają do kontenerów używane zabawki, ubrania, meble, elementy dekoracyjne czy też sprzęt elektroniczny.

Na kolejnym etapie, załoga centrum handlowego sortuje pozyskane przedmioty. Te, które nie nadają się do ponownego użycia, są przekazywane do recyklingu. Pozostałe trafiają do sklepów w ReTuna.

 

„Następnie pracownicy sklepu dokonują drugiej selekcji i wybierają to, co chcą naprawić, naprawić, przekształcić, udoskonalić – a ostatecznie sprzedać. W ten sposób materiały otrzymują nowe życie.”

fot. retuna.se

 

Co ciekawe, działalność centrum ReTuna to nie tylko wzniosła idea ekologiczna, ale też zyskowny koncept biznesowy. W 2018 roku galeria miała aż 11,7 milionów koron przychodu ze sprzedaży produktów z recyklingu (czyli ok 4,7 mln. złotych).

 

Powiem szczerze, że bardzo podoba mi się pomysł na recyklingowe centrum handlowe. Ciekawe, kiedy doczekamy się takiego w Polsce? 🙂

 

fot. retuna.se

Niesamowite EKO MAJTKI! Można ich NIE prać przez 2 tygodnie bo…

Dosyć kontrowersyjny produkt zaproponowała duńska firma Organic Basics.

 

Chodzi o eko majtki (i generalnie bieliznę), których – zgodnie z zapewnieniami producenta – można nie prać przez dwa tygodnie.

Brzmi… co najmniej niesmacznie! Już sobie wyobrażamy nieświeży zapach i przyszarzały kolor!

Tymczasem Organic Basics twierdzi, że ich majtki po prostu się NIE BRUDZĄ. Jak to możliwe?

 

„Stringi SilverTech Everyday Thong wykonane są z bawełny organicznej z certyfikatem GOTS i trwałej nici srebrnej. Zapewniają one najmniej widoczną linię majtek i zapewniają najlepsze dopasowanie przez cały dzień. SilverTech to zaawansowany antybakteryjny materiał, który reguluje temperaturę i pomaga zredukować pot, aby zachować świeżość i bezwonność. Możesz również nosić więcej i myć mniej, co jest lepsze w przypadku intensywnego trybu życia i środowiska.”

 

Takie eko majteczki kosztują 51 euro za dwupak, czyli jedna sztuka to wydatek ok. 100 zł. Być może naprawdę nosi się je komfortowo, ale mnie osobiście ta koncepcja średnio przekonuje.

Niby ekologicznie, bo oszczędzamy wodę i detergenty, jednak nosić jedną sztukę bielizny przez dwa tygodnie, wydaje się lekką przesadą. Ale kto wie? Może ktoś jeszcze wymyśli „miesięczne” majtki i wszyscy będziemy w takich chodzić 🙂

 

fot. eu.organicbasics.com

Samochody elektryczne: do czego tak naprawdę są potrzebne?

Z roku na rok coraz bardziej oczywiste staje się to, że elektryfikacja motoryzacji jest kierunkiem, od którego nie ma odwrotu. Rodzi to jednak zasadnicze pytanie: czemu służy zamiana silników spalinowych na elektryczne? Odpowiedzi może być kilka. Podstawowa dotyczy ograniczania emisji szkodliwych związków do atmosfery. Każda z pozostałych zalet e-rewolucji jest właściwie korzyścią osiąganą przy okazji.

 

Genezy dzisiejszych zmian doszukiwać się trzeba jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ub. wieku. To wtedy na arenie międzynarodowej na dobre zagościł problem zanieczyszczenia powietrza, a światowi decydenci zaczęli zastanawiać się jak z nim walczyć. Jako jedne z pierwszych na celownik trafiły samochody. Żeby przekonać się, jak wysoki priorytet został przypisany ograniczeniu emisji spalin generowanych w ich silnikach, wystarczy zajrzeć pod maskę współczesnych pojazdów. 

Efektywność rośnie, to jednak za mało! 

Silniki o zapłonie iskrowym lub samoczynnym spotykane obecnie w autach wydają się być bardzo skomplikowanymi urządzeniami, w porównaniu do silników spotykanych w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych . Obecne konstrukcje są znacznie bardziej wysilone (czyli z niewielkich konstrukcji uzyskuje się większą moc), a dzięki większej sprawności są też dużo „łagodniejsze” dla środowiska. Afera dieselgate z 2015 roku unaoczniła jednak pewną prawidłowość. Niestety technologia silników spalinowych, nawet przy wykorzystaniu najnowszych zdobyczy techniki, zaczyna dochodzić do ściany w obliczu ciągle zaostrzających się norm emisji spalin. Może to oznaczać zbliżający się kres ich rozwoju. 

Motoryzacja nie może utknąć w ślepej uliczce. Na tyle mocno zakorzeniła się ona bowiem w świadomości ludzi, że bez niej trudno wyobrazić sobie życie w XXI wieku. Konieczne jest zatem poszukiwanie innych opcji, a napęd elektryczny stanowi naturalny kierunek rozwojowy. Jakie problemy tak właściwie rozwiązuje? Jednym z podstawowych jest problem emisyjny. Przede wszystkim e-auta zachowują wszystkie zalety pojazdów znanych w obecnym kształcie,  jednocześnie eliminując kwestię bezpośredniej emisji szkodliwych związków do atmosfery. 

Zerowa emisja przez auta oznacza zdrowsze powietrze i w tym momencie nie posługujemy się jedynie popularnym hasłem. Jak pokazują badania Wydziału Elektrotechniki i Automatyki Politechniki Gdańskiej transport samochodowy generuje aż 32% produkcji tlenków azotu. A to jeszcze nie koniec. W samej tylko Warszawie pojazdy odpowiadają za dostarczenie aż 40% wszystkich pyłów PM10 i 20% PM2,5. Stopniowa eliminacja napędu spalinowego jest więc środkiem zaradczym. 

Czyste powietrze to jedno. Są też inne korzyści. 

Oczywiście, dążenie do czystej atmosfery powinno być pojęciem bliskim każdemu z nas. Przy okazji tej tendencji kierowcy samochodów elektrycznych mogą jednak rozwiązać kilka problemów i zagwarantować sobie dodatkowe korzyści. Niewątpliwym plusem e-pojazdów są niskie koszty eksploatacji. Prąd potrzebny do pokonania elektrykiem stu kilometrów kosztuje przeciętnie od 6 do 10 złotych. W tym samym czasie benzyna potrzebna do zatankowania małego auta miejskiego i pokonania identycznego dystansu kosztuje nawet 3- czy 4-krotnie więcej. E-napędy to także, koszty serwisowania obniżone o konieczność obsługi silnika spalinowego. W silniku elektrycznym nie zachodzi konieczność wymiany olejów, filtrów oleju, paliwa, powietrza, świec zapłonowych, świec żarowych, wtryskiwaczy, pasków napędowych osprzętu czy pasków napędowych rozrządu. Należy jednak pamiętać, że e-samochód to nadal samochód, więc niezbędne są okresowe przeglądy techniczne pozostałych układów pojazdu. Dodatkowo dochodzą do tego procedury dotyczące kontroli elektrochemicznego magazynu energii, silnoprądowego okablowania, czy sterowników zarządzających pracą poszczególnych systemów. 

Co ważne, elektromobilność nie tylko technologicznie zmienia rynek motoryzacyjny. Może również dokonać przetasowania w wynikach sprzedaży oraz wśród producentów. Wyścig rozpoczęty kilka lat temu daje bowiem duże pole do popisu dla innowacyjności, a ta z kolei nie musi być dyktowana jedynie przez duże koncerny. Może wynikać ze świetnego pomysłu małego gracza. Przykład? Na tej właśnie fali wypłynęła Tesla. A jej historia stanowi casus dla kolejnych firm. Nad Wisłą powstał projekt ElectroMobility Poland, który podjął się stworzenia polskiego samochodu elektrycznego, czy projektu miejskiego pojazdu elektrycznego Triggo, który niedawno został zaprezentowany szerokiej publiczności. 

I jeszcze jedno – tak samo, jak oczywiste są problemy rozwiązywane przez auta elektryczne, tak samo jasne jest to, że elektryczna wersja motoryzacji potrzebuje czasu. Jest on konieczny z jednej strony na dokonanie się technologicznych zmian na rynku. Mowa nie tylko o wypracowaniu rozwiązań, ale też ich popularyzacji i obniżeniu kosztów budowy pojazdów. Z drugiej strony musi upłynąć jeszcze co najmniej kilka lat, zanim kierowcy przyzwyczają się do e-transportu i zaczną traktować go jako coś naturalnego.