Niesamowite EKO MAJTKI! Można ich NIE prać przez 2 tygodnie bo…

Dosyć kontrowersyjny produkt zaproponowała duńska firma Organic Basics.

 

Chodzi o eko majtki (i generalnie bieliznę), których – zgodnie z zapewnieniami producenta – można nie prać przez dwa tygodnie.

Brzmi… co najmniej niesmacznie! Już sobie wyobrażamy nieświeży zapach i przyszarzały kolor!

Tymczasem Organic Basics twierdzi, że ich majtki po prostu się NIE BRUDZĄ. Jak to możliwe?

 

„Stringi SilverTech Everyday Thong wykonane są z bawełny organicznej z certyfikatem GOTS i trwałej nici srebrnej. Zapewniają one najmniej widoczną linię majtek i zapewniają najlepsze dopasowanie przez cały dzień. SilverTech to zaawansowany antybakteryjny materiał, który reguluje temperaturę i pomaga zredukować pot, aby zachować świeżość i bezwonność. Możesz również nosić więcej i myć mniej, co jest lepsze w przypadku intensywnego trybu życia i środowiska.”

 

Takie eko majteczki kosztują 51 euro za dwupak, czyli jedna sztuka to wydatek ok. 100 zł. Być może naprawdę nosi się je komfortowo, ale mnie osobiście ta koncepcja średnio przekonuje.

Niby ekologicznie, bo oszczędzamy wodę i detergenty, jednak nosić jedną sztukę bielizny przez dwa tygodnie, wydaje się lekką przesadą. Ale kto wie? Może ktoś jeszcze wymyśli „miesięczne” majtki i wszyscy będziemy w takich chodzić 🙂

 

fot. eu.organicbasics.com

Samochody elektryczne: do czego tak naprawdę są potrzebne?

Z roku na rok coraz bardziej oczywiste staje się to, że elektryfikacja motoryzacji jest kierunkiem, od którego nie ma odwrotu. Rodzi to jednak zasadnicze pytanie: czemu służy zamiana silników spalinowych na elektryczne? Odpowiedzi może być kilka. Podstawowa dotyczy ograniczania emisji szkodliwych związków do atmosfery. Każda z pozostałych zalet e-rewolucji jest właściwie korzyścią osiąganą przy okazji.

 

Genezy dzisiejszych zmian doszukiwać się trzeba jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ub. wieku. To wtedy na arenie międzynarodowej na dobre zagościł problem zanieczyszczenia powietrza, a światowi decydenci zaczęli zastanawiać się jak z nim walczyć. Jako jedne z pierwszych na celownik trafiły samochody. Żeby przekonać się, jak wysoki priorytet został przypisany ograniczeniu emisji spalin generowanych w ich silnikach, wystarczy zajrzeć pod maskę współczesnych pojazdów. 

Efektywność rośnie, to jednak za mało! 

Silniki o zapłonie iskrowym lub samoczynnym spotykane obecnie w autach wydają się być bardzo skomplikowanymi urządzeniami, w porównaniu do silników spotykanych w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych . Obecne konstrukcje są znacznie bardziej wysilone (czyli z niewielkich konstrukcji uzyskuje się większą moc), a dzięki większej sprawności są też dużo „łagodniejsze” dla środowiska. Afera dieselgate z 2015 roku unaoczniła jednak pewną prawidłowość. Niestety technologia silników spalinowych, nawet przy wykorzystaniu najnowszych zdobyczy techniki, zaczyna dochodzić do ściany w obliczu ciągle zaostrzających się norm emisji spalin. Może to oznaczać zbliżający się kres ich rozwoju. 

Motoryzacja nie może utknąć w ślepej uliczce. Na tyle mocno zakorzeniła się ona bowiem w świadomości ludzi, że bez niej trudno wyobrazić sobie życie w XXI wieku. Konieczne jest zatem poszukiwanie innych opcji, a napęd elektryczny stanowi naturalny kierunek rozwojowy. Jakie problemy tak właściwie rozwiązuje? Jednym z podstawowych jest problem emisyjny. Przede wszystkim e-auta zachowują wszystkie zalety pojazdów znanych w obecnym kształcie,  jednocześnie eliminując kwestię bezpośredniej emisji szkodliwych związków do atmosfery. 

Zerowa emisja przez auta oznacza zdrowsze powietrze i w tym momencie nie posługujemy się jedynie popularnym hasłem. Jak pokazują badania Wydziału Elektrotechniki i Automatyki Politechniki Gdańskiej transport samochodowy generuje aż 32% produkcji tlenków azotu. A to jeszcze nie koniec. W samej tylko Warszawie pojazdy odpowiadają za dostarczenie aż 40% wszystkich pyłów PM10 i 20% PM2,5. Stopniowa eliminacja napędu spalinowego jest więc środkiem zaradczym. 

Czyste powietrze to jedno. Są też inne korzyści. 

Oczywiście, dążenie do czystej atmosfery powinno być pojęciem bliskim każdemu z nas. Przy okazji tej tendencji kierowcy samochodów elektrycznych mogą jednak rozwiązać kilka problemów i zagwarantować sobie dodatkowe korzyści. Niewątpliwym plusem e-pojazdów są niskie koszty eksploatacji. Prąd potrzebny do pokonania elektrykiem stu kilometrów kosztuje przeciętnie od 6 do 10 złotych. W tym samym czasie benzyna potrzebna do zatankowania małego auta miejskiego i pokonania identycznego dystansu kosztuje nawet 3- czy 4-krotnie więcej. E-napędy to także, koszty serwisowania obniżone o konieczność obsługi silnika spalinowego. W silniku elektrycznym nie zachodzi konieczność wymiany olejów, filtrów oleju, paliwa, powietrza, świec zapłonowych, świec żarowych, wtryskiwaczy, pasków napędowych osprzętu czy pasków napędowych rozrządu. Należy jednak pamiętać, że e-samochód to nadal samochód, więc niezbędne są okresowe przeglądy techniczne pozostałych układów pojazdu. Dodatkowo dochodzą do tego procedury dotyczące kontroli elektrochemicznego magazynu energii, silnoprądowego okablowania, czy sterowników zarządzających pracą poszczególnych systemów. 

Co ważne, elektromobilność nie tylko technologicznie zmienia rynek motoryzacyjny. Może również dokonać przetasowania w wynikach sprzedaży oraz wśród producentów. Wyścig rozpoczęty kilka lat temu daje bowiem duże pole do popisu dla innowacyjności, a ta z kolei nie musi być dyktowana jedynie przez duże koncerny. Może wynikać ze świetnego pomysłu małego gracza. Przykład? Na tej właśnie fali wypłynęła Tesla. A jej historia stanowi casus dla kolejnych firm. Nad Wisłą powstał projekt ElectroMobility Poland, który podjął się stworzenia polskiego samochodu elektrycznego, czy projektu miejskiego pojazdu elektrycznego Triggo, który niedawno został zaprezentowany szerokiej publiczności. 

I jeszcze jedno – tak samo, jak oczywiste są problemy rozwiązywane przez auta elektryczne, tak samo jasne jest to, że elektryczna wersja motoryzacji potrzebuje czasu. Jest on konieczny z jednej strony na dokonanie się technologicznych zmian na rynku. Mowa nie tylko o wypracowaniu rozwiązań, ale też ich popularyzacji i obniżeniu kosztów budowy pojazdów. Z drugiej strony musi upłynąć jeszcze co najmniej kilka lat, zanim kierowcy przyzwyczają się do e-transportu i zaczną traktować go jako coś naturalnego.

Zrób sobie EKOSELFIE – Konkurs Banków Żywności!

Marnowanie żywności stało się – niestety – standardem. Kupujemy zbyt dużo, nie sprawdzamy terminów przydatności, robimy nadmierne zapasy, a w efekcie – wyrzucamy zepsutą żywność.

 

Przeciwdziałać temu trendowi chcą między innymi Banki Żywności, które nie tylko ratują żywność przed zmarnowaniem i przekazują ją potrzebującym. Banki Żywności także edukują nas w zakresie NIE marnowania żywności.

 

Taką właśnie akcją jest konkurs na EkoSelfie, który odbywa się w dwóch kategoriach:

 

  1. Nie marnuję, środowisko szanuję.
  2. Mój sposób na niemarnowanie żywności.

 

Aby wziąć udział w konkursie trzeba sobie zrobić selfie dotyczące powyższych tematów i przesłać przez formularz zgłoszeniowy, który znajduje się TUTAJ.

 

A jak być eko i nie marnować żywności? Banki Żywności zamieszczają wiele porad i wskazówek – TUTAJ.

 

Konkurs trwa do 28 lutego – zapraszamy do udziału! 🙂

ŚWIĘTA, święta, a PO świętach… Nie ZGADNIESZ, co ZOSTAJE?!

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia i większość z nas planuje, z kim je spędzi, co zje i co kupi na prezenty dla rodziny czy przyjaciół.

 

To na tym koncentrują się nasze myśli. Mało kto jednak zastanawia się nad tym, co zostaje po świętach…? I nie mam tu na myśli dodatkowych kilogramów 🙂

 

Chodzi raczej o to, ile zostanie śmieci i ile zmarnowano jedzenia – w końcu Boże Narodzenie to także święto szeroko rozumianej konsumpcji!

 

Czy w święta możemy zatem ograniczyć ilość „produkowanych” śmieci i ilość wyrzuconego jedzenia?

 

Oczywiście, że tak! Trzeba tylko to zaplanować, a tutaj znajdziecie ciekawy PORADNIK – Święta Zero Waste.

 

fot. pixabay

Już NIE musisz się WSTYDZIĆ, że robisz TO w RESTAURACJI! Przeciwnie! Możesz być dumny, że…

Zmieniają się zwyczaje żywieniowe Polaków. 

 

Coraz częściej jadamy na mieście, a wyjście na obiad czy przekąskę straciło wiele ze swojego patosu, jaki towarzyszył okazjonalnym wizytom w restauracji.

 

Zmieniło się także nasze podejście co do zamówionego jedzenia. Jeszcze nie tak dawno prośba o zapakowanie niedojedzonej porcji uznawana była za obciach.

Jeśli porcja okazała się zbyt duża, to albo „wmuszaliśmy” ją w siebie, albo… zostawialiśmy. Przyjęte było bowiem myślenie, że „stać” nas na to, by iść do restauracji, więc dumnie możemy zostawić, to co nie zostało zjedzone.

 

Tymczasem teraz w wielu lokalach, pakowanie resztek jedzenia staje się normą i nikogo nie dziwi.

I bardzo dobrze, bo nie ma sensu, by w imię źle pojętej dumy, przyczyniać się do marnowania żywności.

 

Brawo zatem dla tych, którzy nie wstydzą się poprosić o zapakowanie niedojedzonej porcji i dla restauracji, które nie robią z tego problemu 🙂

 

Najczęstsze błędy, które popełniamy przy zamrażaniu produktów.

Mrożenie jest najlepszym sposobem na „przechowanie” smaków lata aż do zimy. Dzięki niemu możesz przygotować pyszny sorbet owocowy lub pierogi z truskawkami nawet w grudniu! Jednak wciąż zbyt wiele osób popełnia kardynalne błędy związane z mrożeniem. Co do nich zaliczamy?

 

1. Mrożenie produktów, które się do tego nie nadają

Zasada jest prosta: nie należy zamrażać tych produktów, w których proces formowania się kryształków lodów uszkadza struktury komórkowe. Do tego, wysoka zawartość tłuszczu może poskutkować jego rozwarstwieniem. Czego więc nie powinno się mrozić? Przede wszystkim:

  • mleko i jogurt,
  • jajka w skorupkach oraz jajka ugotowane,
  • napoje gazowane,
  • świeżo wyciskane soki owocowe,
  • część warzyw (m.in. pomidory, czy ogórki),
  • majonez,
  • śmietanę,
  • większość owoców (szczególnie grejpfruty, jabłka, cytryny, limonki, pomarańcze, arbuzy).

2. Zamrażanie już raz rozmrożonych produktów

To prawda powtarzana niemal w każdej kuchni. Jednak niewiele osób wie, dlaczego nie powinno się zamrażać produktów ponownie. Przez to wiele osób praktykuje ten zwyczaj, nierzadko po prostu przez pomyłkę. Już wyjaśniamy: obecne w jedzeniu mikroorganizmy („uśpione” w procesie zamrażania) po rozmrożeniu mogą ponownie zacząć się rozmnażać, stanowiąc zagrożenie mikrobiologiczne. Lepiej tego uniknąć!

3. Zamrażanie ciepłych produktów

Ni stąd, ni zowąd nawaliła zamrażarka albo i nawet cała lodówka? Przyczyna mogła być bardzo prozaiczna: mrożenie gorącego, bądź po prostu ciepłego jedzenia. To może uszkodzić urządzenie lub doprowadzić do nierównomiernego chłodzenia. Najlepiej jest więc mrozić schłodzone jedzenie, ewentualnie w temperaturze pokojowej[1].

4. Mrożenie w nieodpowiednich pojemnikach

Kolejny błąd jest najbardziej prozaiczny: często mrozimy jedzenie nie zastanawiając się nawet, w czym je trzymamy. Np. pakowane mięso często znajduje się w większych pojemnikach – te zabierają cenne miejsce w zamrażalniku. Do tego, problematyczne jest zamrażanie cieczy tak, aby nie narobić bałaganu. Rozwiązaniem są oczywiście odpowiednie woreczki do mrożenia. Ich wartość zna każdy kucharz!

[1] Źródło informacji na dzień 14.11.2018 r. zgodnie z licencją wydawcy serwisu – https://pl.vi-go.eu/108-woreczki-do-mrozenia

To NIE światło! Zgadnij, do czego jest ten WŁĄCZNIK!?

Sporo podróżuję i przyznam, że z pewnym dystansem patrzę na „eko” działania hoteli polegające np. na zachęcaniu gości do… rzucania ręczników na podłogę.

Brudny ręcznik rzucamy na podłogę, czysty zostawiamy na wieszaku i dzięki temu nie będzie niepotrzebnego prania.

 

Z drugiej strony to właśnie w hotelach generuje się masę niepotrzebnych śmieci bo np. cukier czy herbatę dostajemy w pojedynczych saszetkach.

Na śniadaniach marnuje się tony jedzenia, bo skoro jest „bufet” i nie wolno nic wynosić, to klienci nakładają sobie duże porcje, a potem… zostawiają na talerzu.

 

Tymczasem w małym hoteliku sieci Ibis, po raz pierwszy zobaczyłam taki oto pstryczek.

fot. ecoeconomy.pl

 

Najpierw pomyślałam, że to włącznik światła w WC, ale rysunek kropli z podaną ilością litrów rozwiał moje wątpliwości. Była to po prostu spłuczka!

No i racja, bo przecież nie zawsze jest potrzeba spłukiwania toalety aż 6 litrami. Tak więc brawo dla Ibisa – chociaż jedno sensowne rozwiązanie dotyczące oszczędzania wody! 🙂

Tylko JEDEN na DZIESIĘĆ autobusów MIEJSKICH jest…

Są konkurencyjne cenowo w porównaniu z autobusami o silnikach wysokoprężnych (jeśli uwzględniane są koszty zanieczyszczenia powietrza i hałasu), ale tylko 9% autobusów miejskich sprzedawanych w Europie, to autobusy w pełni elektryczne!

 

Lucien Mathieu, analityk transportu i e-mobilności w T&E (Transport & Emobility , powiedział:

„Elektryczne autobusy są teraz najlepszym wyborem pod każdym względem. Nie emitują spalin, są ciche, wygodne i ekonomiczne. Jeśli burmistrzowie i władze lokalne poważnie traktują problematykę jakości powietrza i kryzysu klimatycznego, jedyną racjonalną decyzją jest kupowanie autobusów elektrycznych już teraz. „

 

Problemem jest jednak wysoko koszt początkowy zakupu takich aut, a także brak poparcia politycznego dla spraw ekologii.

Dopiero teraz Komisja ds. Środowiska Parlamentu Europejskiego poparła inicjatywę wymagającą od firm autobusowych sprzedaży 50% autobusów miejskich o zerowej emisji do 2025 r. i 75% do 2030 r.

Ciekawe czy to coś zmieni i czy poprawi się stan powietrza w naszych miastach?

 

na podst. Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO), fot. pixabay

Kradnie ZNICZE z pod KRZYŻA bo…

Każdy z nas co roku odwiedza groby bliskich i kupuje kwiaty, wieńce oraz oczywiście znicze.

 

W kilka dni później, kwiaty i wieńce stają się… śmieciami. Zniczom wystarczy zaledwie kilka godzin i po wypaleniu stają się one odpadami.

Nie zastanawiamy się nad tym jednak, tylko rok w rok robimy to samo – kupujemy i wyrzucamy.

 

„Od dawna nie kupuję zniczy, jak już mam wielką potrzebę to kradnę w nocy spod krzyża gdzie ich pełno i dysponuję wedle uznania, zachowując ogólny poziom zadowolenia na świecie w równowadze. Nikt nie wie, że je kradnę pod osłoną nocy, a jest choć jeden śmieć mniej.”

 

Tak pisze na instagramie osoba podpisująca się jako Jacques de Chiffon. I dalej wykazuje bezsens zbiórek pieniędzy na utrzymanie cmentarzy:

 

„Dziś wszedłem w dyskusję z panem zbierającym jałmużną na utrzymanie cmentarza. A utrzymanie cmentarza według niego to wywóz ogromnych kontenerów pełnych zniczy, a więc plastiku, szkła i złomu. Jeden kontener kosztuje 800 zł, a więc niemało. Skoro zabrania się już rurek do picia i niedługo naczyń jednorazowych, to zniczy też pewnie niebawem, ale to raczej moje pobożne życzenia. I nie mogę się doczekać tej akcji z celebrytami trzymającymi znicze w ręku i powtarzającymi jak mantrę „zabiłem morświna”. Na coś trzeba umrzeć jak to mówią, a my wszyscy utoniemy. W śmieciach. Niebawem.”

 

Opinia Jacques de Chiffon na pewno jest niepopularna, ale moim zdaniem bardzo trafna.

I co gorzej, cmentarze i zachowanie w okresie Święta Zmarłych to tylko jeden dzień w roku, a przecież na co dzień robimy to samo. Kupujemy i wyrzucamy. Kupujemy i wyrzucamy. Kupujemy i…

 

View this post on Instagram

Po śmieciowym niedosycie jakie pozostawiły w moich ustach ostatnie wybory, przyszła kolej na Wszystkich Świętych. Od dawna nie kupuję zniczy, jak już mam wielką potrzebę to kradnę w nocy spod krzyża gdzie ich pełno i dysponuję wedle uznania, zachowując ogólny poziom zadowolenia na świecie w równowadze. Nikt nie wie, że je kradnę pod osłoną nocy, a jest choć jeden śmieć mniej. Dziś wszedłem w dyskusję z panem zbierającym jałmużną na utrzymanie cmentarza. A utrzymanie cmentarza według niego to wywóz ogromnych kontenerów pełnych zniczy, a więc plastiku, szkła i złomu. Jeden kontener kosztuje 800 zł, a więc niemało. Skoro zabrania się już rurek do picia i niedługo naczyń jednorazowych, to zniczy też pewnie niebawem, ale to raczej moje pobożne życzenia. I nie mogę się doczekać tej akcji z celebrytami trzymającymi znicze w ręku i powtarzającymi jak mantrę „zabiłem morświna”. Na coś trzeba umrzeć jak to mówią, a my wszyscy utoniemy. W śmieciach. Niebawem. Ps. Nie pozostawiam was bez narzędzi, moja znajoma prowadzi warsztaty wyrobu świec. Numer do niej to +48 1300 100 400. * #wszystkichświętych #wszystkichswietych #ekologia #śmieci #znicze

A post shared by Jacques de Chiffon (@jacquesdechiffon) on

fot. instagram.com/jacquesdechiffon/